Nie często zdarza mi się słuchać albumu z remiksami firmowanego przez artystę, którego oryginalnych produkcji nie dane mi było dotąd poznać, a tak właśnie jest w przypadku płyty „DFPRMX” Yarda. Po kilku przesłuchaniach stwierdzam jednak, że warto poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z twórczością Amerykanina.
Album jest nastrojową, zabarwioną IDM-em kreacją techno, gdzie każdy z remiksów wzbogaca jego konstrukcję o jakiś nowy komponent. Otwierający utwór, „Cascade” w interpretacji Arctic Hospital, nawiązuje stylistycznie do The Field. Ten smacznie zaaranżowany numer wzbogaca swoje elektroniczne fundamenty o uczucie naturalnej prostoty i świeżości. Równie podnoszący na duchu jest remiks utworu „Pacquet” autorstwa samego Yarda, który w początkowej fazie powolnie rozkwita by w końcu wyrwać się do lotu w euforycznym build-upie przy akompaniamencie potężnej stopy perkusji. „DFPRMX” ma też wyraźnie widoczne ciemniejsze oblicze. „Portabello” w remiksie Andersa Ilara oraz „Bees” w wersji Erica McIntyre’a grzmią głębokim, rzężącym basem, co kreuje momentami atmosferę znaną z dubstepu. Natomiast remiks „Canopy” jest upiornym marszem żałobnym, który brzmi zupełnie jak akompaniament dla korowodu pogrzebowego. Wieńczący płytę numer „New Beginnings” jest dla mnie zbyt jednostajny i reprezentuje te momenty płyty, w których utwory jakby nie potrafiły znaleźć wyjścia z zakamarków swojej własnej głębi.
Na „DFPRMX” mamy wystarczająco dużo dobrych momentów by usprawiedliwić spędzony z nią czas. I mimo tego, że miejscami jest zbyt ciemna i klimatyczna, to jestem pewien, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Powinna też zmotywować słuchacza, by na kolejne produkcje Yarda miał w przyszłości oko.
play all
Zaloguj się by zagłosować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.
Wyświetlam: Oczekuje na 3 głosy (1)
Linki