Po naszym wypadzie do Budapesztu, wczesną wiosną 2004, gdzie Slacker swoim błyskotliwym graniem i niesamowitą techniką zawładnął mną aż do granic szaleństwa, wprost nie mogłem doczekać się jego przyjazdu do Polski. Należy on do niewielkiego grona artystów, na których trzeba się wybrać, o czym niestety warszawska klubowa „publiczność” w większości nie wiedziała. Znowu okazało się, że wystarczy zrobić gdzieś wjazd za darmo, żeby stado się tam właśnie udało. Szkoda, bo Slacker zasługuje na wypełniony po brzegi klub, co zresztą udowodnił swoimi występami w niemal pustej Piekarni i w wypełnionym po brzegi Sfinksie. Niemniej jednak my nie mogliśmy opuścić takiej okazji, żeby z nim porozmawiać.
O kim jest „Best Boyfriend”?
O nikim szczególnym. Znalazłem tę piosenkę na jednej z p-funkowych płyt, pochodzi z lat 80. Spodobała mi się wysoka jakość tego numeru. Także brzmienie sampli, no i ten głos wydobywający się jakby z słuchawki telefonu. Trochę to dziwne. W każdym razie spodobały mi się, więc je ukradłem.
Kto jest producentem oryginału?
Nie wiem. Nigdy nie wiem takich rzeczy, po prostu kradnę sample.
A „Hymn to Her”? Czy to jest od Ciebie dla kogoś?
Nie, jestem teraz sam.
Więc będziesz mógł to komuś zadedykować w przyszłości.
O tak, retrospektywnie.
Ciągle słuchasz hip-hopu?
W sumie nie mam na to czasu. I tak sporo mnie kosztuje nadążanie za sceną house. Czasem obejrzę jakiś wideoklip na MTV ale nic poza tym.
Myślisz, że ewolucja od hip-hopu do house’u przydarzyła się jeszcze komuś poza Tobą?
Raczej nie... Moja ewolucja miała miejsce w późnych latach 80., kiedy studiowałem na uniwersytecie w Brighton w Anglii. Wtedy odkryłem scenę house, gdzie wszyscy brali extasy i kochali innych. Hip-hop w Anglii był zupełnie inny, z całym tym negatywnym nastawieniem do ludzi. Skonwertowałem się bardzo szybko, ale myślę, że ciągle czerpię z punkowych i groovy sampli, które grałem na co dzień w czasach mojej fascynacji hip-hopem.
Czego szukasz w muzyce? Energii? Melodii?
Myślę, że energia jest dość ważna. Melodie też, ale najistotniejszy dla mnie jest klimat utworu. Utwór musi mieć odpowiedni nastrój, lubię też odrobinę humoru.
Niedawno po raz pierwszy grałeś live act, to było na urodzinach Bedrock. Jak Ci poszło?
Znakomicie! Spędziłem kilka tygodni ciężko pracując przygotowując się do tej imprezy, więc wszystko poszło zgodnie z planem. Bardzo się cieszę, że mogłem prezentować muzykę w nieco inny sposób. Wiele z moich produkcji pociąłem w różnych miejscach, a potem bawiłem się filtrami i efektami. Wszystko na żywo. Myślę, że to może mnie kręcić w przyszłości.
Czy Ty tańczysz podczas swoich występów?
Trochę się ruszam w zasadzie. Podbiegam do CDJ-a, potem tu i tam... Live act nie może być statyczny, bo ludzie szybko się znudzą.
Jak opisałbyś różnicę między Slackerem a Head Honcho?
Head Honcho jest nieco bardziej klubowy, trochę bardziej mroczny i... może nie techniczny, ale bardziej elektroniczny w pewnym sensie. Ale szczerze mówiąc to tylko inna nazwa. Jeśli nagrywam płytę jako Slacker i zaraz potem siadam do pracy nad nową produkcją, to nie jestem w stanie jednoznacznie określić, czy nagrał to Slacker czy Head Honcho. To ci sami ludzie i ta sama muzyka.
Więc decydujesz o nazwie przed czy po nagraniu?
W zasadzie po. W Head Honcho nie ma tylu sampli, jest za to więcej groove.
Czy po tylu latach za deckami czujesz jeszcze dreszczyk emocji przed występem?
Tak, zawsze jestem lekko zdenerwowany. Po tych wszystkich latach ciągle to mam. Jestem dużo weselszy po secie. Przed, nie jestem zbytnio gadatliwy ani towarzyski.
Pamiętamy Twój występ z Budapesztu, wyglądałeś na zrelaksowanego!
Wtedy to było co innego. Nie tak jak teraz, gdzie przyszło tylko kilkanaście osób. Odbieram to jako osobistą porażkę, nic na to nie poradzę.
Na Węgrzech, kiedy grał Chris Fortier, wiedziałem, że zagram od niego bardziej tanecznie, że będzie więcej melodii i więcej energii. I tak bardzo chciałem to zrobić, że prawie oszalałem. Po prostu chciałem już wyjść i grać!
Chris grał wtedy prawie techno.
Wiem, dla mnie trochę za ostro. Ale było cudownie, dzieciakom się podobało.
Jakie jest Twoje zdanie na temat breakdownów?
Musisz uważać, żeby nie grać zbyt wielu w jednym secie, musisz to wypośrodkować. Jedziesz na przykład do Azji a tam w ogóle tego nie lubią. Grasz breakdown a oni schodzą z parkietu! Ale ja osobiście lubię, kiedy numer jest jak podróż, kiedy ma swój początek a potem narasta... no i kiedy ma w sobie coś na kształt breakdownu, gdzie milknie sekcja rytmiczna. Podoba mi się to, ale niestety większość numerów tak się buduje i musisz znaleźć sposób, żeby ludzi tym nie znudzić. Notujemy przerost breakdownów na przestrzeni ostatnich 3-4 lat. Jest ich za dużo i są za długie.
Bądźmy szczerzy, w Budapeszcie, kiedy nadchodził breakdown, Ty po prostu wprowadzałeś kolejny numer z regularnym beatem.
Tak było. Nie mogłem ciągle ich grać, bo to zniszczyłoby efekt.
A jak ma się sprawa sampli z dżungli? Myślę, że to jedna z cech charakterystycznych Slackera.
Masz na myśli dźwięki przyrody? Sowy, słonie, małpy i egzotyczne ptaki? Uwielbiam to! Jeśli słuchasz tego dłuższy czas, i albo nieco zwolnisz albo przyśpieszysz nagranie, to dostaniesz w efekcie perfekcyjne rytmicznie ścieżki. Coś jak hi-haty, perkusję albo klikanie. W świecie przyrody znajdziesz odbicie wszystkiego, co zawarte jest w kodach programów komputerowych do tworzenia dźwięku. Ja w szczególności lubię brzmienia organiczne, które tworzy się za pomocą naturalnie brzmiących sampli. Lubię także dobrą rytmikę, więc dźwięki wydawane przez zwierzęta leżą mi doskonale.
Ile czasu przygotowujesz się do występu?
Tym razem mam sporo nowej muzyki, dużo empetrójek i płyt CD. Przerzucam się powoli na CD a to wymaga nieco więcej zorganizowania. Mam na myśli to, że trzeba nagrać płyty, wydrukować listy itd. We środę spędziłem nad tym 5-6 godzin i wczoraj jeszcze kilka dodatkowo. Ale wszystko zależy od tego jak dużo nowej muzyki mam ze sobą.
Słyszałeś ostatni album Prodigy?
Tak, kilka razy. Jest tam parę dobrych kawałków ale nic nowego w nich nie ma. We wszystkim wywiadach zaklinali się, że robią album, który nie będzie miał nic wspólnego ze starym Prodigy, a według mnie on brzmi tak samo jak poprzednie. Nie podoba mi się też rockowa strona tej płyty.
A co z Twoim własnym albumem?
Chcę nagrać płytę w przyszłym roku. Mam sporo różnych numerów, takich nie house’owych, które albo już skończyłem albo prawie kończę. Chcę je wydać za jakieś 6 miesięcy.
Jesteś aktywnym członkiem sceny mniej więcej tak długo jak Sasha, czy Digweed. Oni zdążyli wydać całkiem sporą ilość różnych kompilacji, a ty nic. Dlaczego tak jest?
Bo nigdy nie dostałem żadnej oferty! OK, miałem jedną, ale to było w późnych latach 90., kiedy byłem bardzo zajęty czymś innych, więc musiałem odmówić. Mówię wam szczerze, nic nie zmyślam.
Tak samo jest z albumem autorskim?
Jestem bardzo powolny.
Powolny? Ile numerów zdążyłeś zrobiłeś w swojej karierze?
Setki, ale i tak wiem, że pracuję zbyt wolno. Teraz po prostu muszę trochę przyśpieszyć i mój album będzie gotowy na czas.
Jaki on będzie? Taki jak „Best Boyfriend” i „Hymn To Her”?
Może nie aż tak wolny. Będzie na nim trochę funkujących rytmów, może coś w stylu Groove Armada, czy Mylo, ale wolne numery jak „Hymn To Her” też. Myślę, że sobie z tym poradzę. Prawdopodobnie to jest ciekawsze zajęcie niż robienie muzyki tanecznej. Oczywiście nie mam nic przeciwko muzyce tanecznej, ale te numery nie trwają wiecznie. Chcę już przejść do następnego etapu. Przynajmniej próbuję.
Zrobiłeś tak wiele remiksów, że muszę Cię spytać o Twoje podejście do remiksowania. Jest przecież wiele „szkół”. Niektóre proponują tylko kosmetyczne zmiany w wersji oryginalnej a inne zmieniają numer całkowicie.
Ja stosuję tę drugą metodę. Zwykle biorę tylko trochę wokali albo kilka innych sampli. Teraz jednak nie robię żadnych remiksów, koncentruję się na własnych produkcjach.
Ale gdzie przebiega granica między remiksem a wersją oryginalną?
Nie ma już granic. Niektórzy robią remiksy w ogóle nie używając sampli z oryginału. Wszystkie chwyty dozwolone, dopóki wytwórnia akceptuje efekt końcowy. Myślę jednak, że powinno się zachować klimat wersji oryginalnej. Jeśli ta jest mroczna, to niech remiks będzie mroczny. Jeśli jest 4/4 i melodyjny to i remiks powinien być taki.
A może właśnie odwrotnie? Jeśli numer jest mroczny, to trzeba zrobić club remix?
To zależy o co cię proszą. Jednak wszystkie chwyty są dozwolone.
Na początku tego roku ludzie na forach dyskusyjnych wyrokowali, że progressive zostanie wyparty przez tech house. Jesteśmy u progu nowego roku. Myślisz, że tak się stało?
Ludzie tak gadają od kilku dobrych lat. Nie, tak się nie stało. Tech house nie jest taki przystępny.
Breakbeat stał się za to bardzo popularny.
Breakbeat jest popularny, ponieważ stał się komercyjny. Ludzie jak Lee Coombs, Rennie Pilgrim, Plump DJs, Stanton Warriors czy Dylan Rhymes tworzą niemal popowe numery breakbeatowe, a te dobrze sprawdzają się w klubach. Nikt nie robi takich zabiegów z tech housem, bo ten z definicji jest ciężki, prosty i jednostajny.
Czy Lee Burridge według ciebie gra tech house?
On gra zupełnie różne rzeczy, nawet trochę electro clashu pod koniec tego roku.
Kto robi dla ciebie witrynę internetową?
Współpracuję z taką dziewczyną, Rosie Robinson, która jest w to mocno zaangażowana i do tego świetnie zorganizowana. To ona to wszystko wymyśliła. Ta strona różni się od innych sekcją features, gdzie co miesiąc chcemy prezentować nowego artystę. Następny będzie taki chłopak z Finlandii.
Jeśli robisz witrynę dla celów biznesowych, ta musi być przede wszystkim funkcjonalna, a potem nieco zabawna. Myślę, że Rosie robi to doskonale.
Rozmawiali: Sebastian i Łukasz Napora.
Dziękujemy Tribalis Totalis za umożliwienie rozmowy z artystą.
Linki