The Mole


Dużo o muzyce, sporo o Kanadzie, trochę o narkotykach. Sprawdź, co Piotr i Adam wyciągnęli od cudownego dziecka kraju klonowego liścia na temat tych jakże istotnych kwestii.


Czym charakteryzuje się Kanada, że była i jest w stanie dawać światu tylu utalentowanych i oryginalnych artystów z kręgów house'u i techno?

Dobre pytanie, często zadawane. No i takie, na które nie łatwo odpowiedzieć. Na pewno to zjawisko ma coś wspólnego z izolacją. Czynników jest kilka, także w zależności od tego, z której części Kanady się pochodzi. „Winę” można również zwalić na długie zimy, piękne dziewczyny oraz najlepszą marihuanę na świecie. Jednak jedno, co łączy wszystkie części Kanady pod tym względem to fakt, że na tutejszej scenie nie ma sławy, lansu, pieniędzy. Każdy, kto działa tu w obrębie wspomnianej kultury, robi to tylko z właściwych, szczerych powodów.

Tak naprawdę większość kanadyjskich talentów elektroniczny świat poznał dopiero, gdy zaczęli oni pojawiać się na rynku europejskim. Kogo więc należy wyczekiwać i komu należy poświęcić większą uwagę grzebiąc wśród młodych, nieznanych artystów na razie nie ruszających się poza granice Kanady?

Jest ich naprawdę wielu. Od kogu by tu zacząć... Może od wszystkich doświadczonych producentów kanadyjskich, o których świat praktycznie nie wie, czyli Hreno, Koosh, John The Baptist, Vince Lemieux, Wood, Pilgrims Of The Mind, Ice-E-Fresh, Ekeem, Zoltan and Damon. O Boże, jest ich tylu, że nie sposób wszystkich wymienić. Zapomniałbym, jeszcze Techno Tom! Sceny w Kanadzie nie byłoby w ogóle, gdyby właśnie nie Techno Tom. Aha, jeszcze Brent Charmicheal...

A jednak przeprowadziłeś się do Berlina. Jesteś zadowolony z tej zmiany? Dlaczego w ogóle się przeprowadziłeś?

Zadowolony? Nawet bardzo. Berlin jest bardzo przyjaznym miastem pełnym wspaniałych ludzi. To bardzo kosmopolityczne miasto, więc nie było mowy o jakimkolwiek szoku kulturowym. Powody przeprowadzki są bardzo oczywiste – muzyka, a teraz zajmuje się tylko i wyłącznie muzyką. To zajęcie jest najlepszą rzeczą, jaka spotkała mnie w życiu.

Tytuł nie ma nic wspólnego z ego, tylko z podróżą w gwiazdach, sięganiu najwyżej, jak to tylko możliwe.

Zapoznając się z twoją biografią nie sposób nie zwrócić uwagi, jak często w twoim życiu pojawiał się Mathew Jonson, jeden z najważniejszych ambasadorów muzyki elektronicznej z twojej ojczyzny. Jaki wpływ na twoją muzykę ma znajomość z Jonsonem? Wiele zmienił w twoim podejściu do tej sztuki?

Oczywiście, że tak. Mathew jest moim współlokatorem, a był też pierwszym kolesiem z moich kręgów, któremu udało się zrobić karierę w Europie. Nie byłbym w tym miejscu, gdyby nie jego osiągnięcia. Znamy się z czasów starych rave'ów, mocno wówczas szaleliśmy. No i trzeba pamiętać o tym, że gramy w jednym zespole - Modern Deep Left Quartet - już od 13 albo 14 lat.

Po bardzo wysokich miejscach w wielu rankingach, jakie zdobyła twoja ubiegłoroczna płyta, można odnieść wrażenie, że jej tytuł doskonale oddaje poziom jej zawartości. Wątpię jednak, byś sam właśnie takimi powodami kierował się nazywając swoje wydawnictwo „As High As The Sky”. Co więc tak naprawdę kryje się pod tym wzniosłym tytułem?

To kwestia narkotykowa. Kwestia duchowa. Tytuł nie ma nic wspólnego z ego, tylko z podróżą w gwiazdach, sięganiu najwyżej, jak to tylko możliwe. W sumie każdy może zinterpretować tytuł na swój sposób, zdecydować, co dla niego znaczy.

Ile płyt zsamplowałeś na potrzebę „As High As The Sky“?

Nie mam pojęcia. Mówiąc szczerzę... tonę.

A czy myślisz, że kiedyś zaczniesz robić kawałki zupełnie od podstaw, czyli bez sampli?

Cały czas to robie tak naprawdę. Sprawdźcie mój remiks dla Gui'ego Boratto.

Usłyszymy kiedyś kolejny album autorstwa The Mole?

Dobre pytanie. Zadałem je sobie nawet dziś wstając z łóżka.

A pracujesz nad czymś aktualnie?

Tak! Nad albumem Modern Deep Left Quartet (płyta ukaże się pod szyldem Cobblestone Jazz, a jej zapowiadany tytuł brzmi „Modern Deep Left Quartet – przyp.red.). Kocham ten zespół. Pracuje też z Prinsem Thomasem i w pewnym stopniu nad materiałem solowym

Mój płytowy nałóg był zresztą jednym z powodów, dla których rzuciłem szkołę.

Podobnie, jak wspomniany album, twój live act zachwala cały elektroniczny świat. Co najlepszego można dostrzec w występie The Mole na żywo?

Nie mam pojęcia, bo nigdy go nie widziałem (śmiech).

Powrót do przeszłości. Pamiętasz tytuł pierwszej płyty, którą kupiłeś? Masz ją wciąż?

Właśnie zadzwoniłem do mojej mamy, by ją o to spytać, bo pierwsze płyty, które były moje, nie były wcale kupione przeze mnie. Okazało się, że to „Talking Book“ Steviego Wondera, Muppety oraz „Piotruś i Wilk“. Wszystkie mam do dzis. Co więcej, mam nawet 2-3 dodatkowe egzemplarze „Talking Boot”. Nie jestem natomiast pewien, jakie płyty po raz pierwszy kupiłem sobie sam. Pamiętam, że w szkole średniej nabyłem „Super Fuzz Big Muff“ Mudhoney z jakąś płytą Swansów. Pamiętam też pewne wydawnictwo Pavement, które tak na dobrą sprawę równie dobrze mogło być płytą CD. W liceum kupowałem też sporo kaset, więc naprawdę trudno mi sprecyzować te początki...

Co najbardziej podoba ci się w starych wydawnictwach disco/funk/soul?

To samo, co w popie, jazzie, country i w każdym innym rodzaju dobrej muzyki – historie, uczucia stojące za kompozycjami i aranżacjami, uczucia, które wkładają poszczególni muzycy grając czy śpiewając. Przesłania zawarte w muzyce Curtisa Mayfielda i Boba Marleya najbardziej mnie poruszają. Moim zdaniem oni poważnie traktowali przywilej, jakim jest wydawanie muzyki, właśnie przez to, że w swoich kompozycjach zawarli dosadne, prawdziwe przekazy o miłości, pokoju, rewolucji, oraz... znów miłości.

A co najbardziej lubisz w house'ie/techno?

Boom boom boom.

A ile lat miałaś gdy nałogowo zacząłeś zbierać płyty?

Pewnie z 18-19 lat. Po liceum, mniej więcej w tym samym czasie, gdy rzuciłem studia. Mój płytowy nałóg był zresztą jednym z powodów, dla których rzuciłem szkołę.

Ostatni winyl jaki sobie kupiłeś?

Przykładowo dzień przed naszym wywiadem kupiłem całą masę płyt. Nabyłem wydawnictwa m.in. Isolee, Karizma, Curtis Mayfield, Chez Damier, The New Dr. Doom, oraz Andres....Dużo dobrej muzyki! Wygląda na to, że zakupy się udały. Ciekawe co dziś dorwę...

Twój ulubiony kawałek pop w historii muzyki?

Nie jestem w stanie wymienić tego jedynego.

Myślisz, że kiedykolwiek przeprowadzisz się z powrotem do Kanady?

Bardzo mi na tym zależy. Ostatnio nawet rozmawiałem przez telefon na temat Kanady z moją mamą. Wniosek, jak wyciągam z podróży po całym świecie to fakt, że miejsce, z którego pochodzę jest niesamowite...

fragmenty wywiadu dzięki uprzejmości Gazety Wyborczej


icon Wasze komentarze (0)



Nie ma jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!

Link icon Linki







©2003-2010 Sound Revolt, wszystkie prawa zastrzeżone. Ograniczenie odpowiedzialności i prawa autorskie